niedziela, 26 czerwca 2011
czwartek, 23 czerwca 2011
Rozdział 4.
Znów wstałam koło 6.00, tym razem sama. Słońce świeciło, pogoda była super. Porozciągałam się trochę, i poszłam wybrać ciuchy. Wybrałam niebiesko-białą, luźną sukienkę, do połowy ud, białe rzymianki. W łazience ogarnęłam się, pomalowałam paznokcie u nóg i rąk na niebiesko, spięłam moje długie włosy w niedbałego kucyka na bok, zrobiłam makijaż, tylko tym razem użyłam mocniej maskary. Moje oczy były bardziej widoczne. Skromnie twierdząc wyglądałam świetnie. Wzięłam białą, małą torebkę, spakowałam kilka rzeczy i zeszłam na dół. Rachel robiła coś na laptopie.
-Hej. –powiedziałam
-Cześć. Ładnie wyglądasz. –stwierdziła, mierząc mnie okiem.
-Wiem.
-Ale przydałaby ci się lekcja skromności.
-Taa.
-Jesteś głodna ?
-Nie. Co robisz ?
-Piszę o tobie.
-Yy, co ?
-W końcu media muszą o tobie gadać, nie ? Zaczniemy od gazet. Wysyłam właśnie informacje o tobie.
-Aha. To okej.
-Tylko musisz coś wiedzieć. Gazety będą wymyślać różne, dziwaczne historie na twój temat. I…
-Wiem. Nie martw się o to. Nie załamię się jakimiś informacjami wyssanymi z palca.
-To dobrze. Gotowa ? –spytała, biorąc kluczyki z blatu.
-Jak zawsze. –powiedziałam. Dość szybko dojechałyśmy. Teledysk będzie nagrywany w jakimś sporym budynku. Weszłyśmy do środka, wjechałyśmy windą na 4 piętro. Był tam urządzony… taki jakby pokój, jakieś ściany z cegły, fotel… Były różne kamery, wokół kręcili się ludzie… Takie zamieszanie… Yhh. Podszedł do mnie jakiś przystojny facet, gdzieś po 30.
-Jestem Kevin Johnson. –powiedział. –będę reżyserował twój teledysk do White Horse.
-Vanessa Brown, miło mi. –uśmiechnęłam się.
-Mów mi po imieniu, okej ? –pokiwałam głową. –a teraz chodź, poznam cię z resztą ekipy. –powiedział. Przedstawił mnie jakimś ludziom od oświetlenia, statystom itp.
-To jest Chad Muller. Będzie on grał twojego chłopaka. –powiedział, pokazując mi jakiegoś wysokiego bruneta.
-Hej. Jestem Vanessa. –powiedziałam, już trochę znudzona.
-Siema. –powiedział olewająco. Yhh, już go nie znoszę.
-Dobra, teraz jeszcze coś ustawiają, ale za pół godziny macie być gotowi, jasne ? –spytał Ryan.
-Taa. –powiedział Chad, i się zmył.
-Jasne, będę gotowa. –odpowiedziałam. Ryan uśmiechnął się i gdzieś poszedł. Ciekawe gdzie jest Rachel. Usiadłam na krześle, i napisałam sms-a do Nicka. Dostałam odpowiedź: ‘dzięki za pobudkę. normalni ludzie jeszcze śpią!’. Haha, on jest takim samym śpiochem jak ja. Pewnie dlatego jakoś się dogadujemy. Olałam jego wypowiedź, i ponownie do niego napisałam. Popisałam z nim trochę, i poszłam do stylistki ubrać się w ciuchy, których miałam wystąpić. Już ‘zrobiona’ z powrotem usiadłam i pisałam sms-y.
-Vanessa, już wszystko gotowe. –zawołał mnie Ryan. Wyciszyłam dźwięk w komórce, i poszłam na plan.
___
Jest już 18, a ja nadal na planie… Już nagraliśmy większość scen z przytulaniem, tą rozmowę z kumpelą, i scenę pod domem tego chłopaka, oraz moją scenę płaczu. Myślałam że scena z płakaniem będzie najłatwiejsza. Nagrywałam ją ponad pół godziny ! A w teledysku płaczę zaledwie kilkanaście sekund. Taa, rozpłakałam się od razu, na zawołanie. Ale ta mimika, i te sprawy… Masakra. Teraz mogę jechać do domu. Nagrania są przewidziane na jeszcze 2 dni. Mam nadzieje że wszystko się uda, i za dwa dni będzie można wpuścić ten teledysk do sieci. W sumie… podobało mi się. W następnym teledysku chce trochę tańca. Przebrałam się w swoje ciuchy, uczesałam się i czekałam na Rachel. W końcu przyszła.
-Van, ja idę z Kevinem do kina. Pojedziesz sama do domu, okej ?- spytała mnie Rachel. Yyy.
-Jasne.
-Trzymaj kluczyki. I nie szalej za bardzo. –uśmiechnęła się i poszła z Kevinem do wyjścia. Świetnie. Nawet moja menedżerka mnie opuszcza w piątkowy wieczór (załóżmy że jest piątek ). Yhh. Dojechałam do willi, zjadłam kanapki, i postanowiłam zadzwonić do Nicka.
-Siemka Van
-Cześć. Masz jakieś plany na wieczór ?
-Nie…
-To świetnie. Mam zamiar iść na jakąś imprezę, co ty na to ?
-Bomba. Kiedy i gdzie ?
-Nie znam tu żadnych klubów. Więc ty musisz coś wybrać.
-Okej, znam taki fajny. O której ?
-O 20 przyjadę po ciebie, okej ?
-Jasne. Do zobaczenia. –rozłączył się.
Dochodziła już 19, więc zaczęłam się przygotowywać. Wzięłam szybki prysznic, poszłam do garderoby i wybrałam krótką, błyszczącą czarną sukienkę, wysokie czarne szpilki, srebrną biżuterię. Włosy zostawiłam rozpuszczone, zrobiłam mocniejszy makijaż- podkład, tusz do rzęs, czarny cień do powiek, odrobina różu na policzki i błyszczyk. Była już 19.30, więc wzięłam małą, czarna torebkę, zapakowałam prawo jazdy, komórkę, telefon, portfel. Rachel zostawiłam kartkę: ‘Jestem na imprezie z Nickiem. Wrócę jakoś w nocy. Buziaki.’. Podjechałam pod Nicka, i w klubie byliśmy koło 20.40. Była masa ludzi. Nick poszedł po coś do picia, a ja na parkiet. Muza była świetna. Po chwili zaczął ze mną tańczyć jakiś koleś. Świetnie tańczył, wyglądał też nieźle. Potem puścili wolną piosenkę. Koleś z którym wywijałam poprosił mnie do tańca. Poszliśmy na środek sali, on delikatnie mnie objął. Spojrzałam w jego wielkie, zielone oczy.
-Jestem Mike. A ty ?
-Vanessa. –uśmiechnęłam się i wtuliłam się w niego. Tańczyłam z nim cały czas, rozmawialiśmy. Koło północy, poszłam szukać Nicka. Tańczył z jakąś blondynką. Poczekałam aż skończą, i podeszłam do niego.
-Co, kolejna naiwna co myśli że się w niej zakochałeś ?
-Już kolejna tego wieczoru.
-Nick… wiesz że je cholernie ranisz ?
-Vanessa… to one zawsze wymyślają jakąś wielką miłość.
-Nieważne. Wracamy ?
-Okej. –uśmiecha się, chwyta za rękę i wyprowadza przez tłum.
-Co to za koleś z którym tańczyłaś ?
-Mike. –odpowiadam i odpalam samochód.
-Masz jego numer ?
-Nie.
-A on twój ?
-Nie.
-Van… wiesz że ty dałaś mu nadzieje ?
-To było… kilkanaście tańców i tyle.
-Może nie dla niego ?
-Nick, łamiesz serca dziewczynom codziennie, więc się nie wypowiadaj. –odpowiadam i przez resztę drogi milczymy. Podjeżdżam pod willę Nicka, i przesyłam mu całusa na pożegnanie.
-Pa Nick.
-Na razie. –odpowiada. W domu jestem około 1.00. Cicho biorę prysznic i kładę się spać.
środa, 22 czerwca 2011
Rozdział 3.
Następnego dnia, Rachel obudziła mnie dokładnie o 6.00
-Czego ?! –krzyknęłam
-Zamknij się i wstawaj.
-Nie będę wstawała w środku nocy !
-Van, jest 6.00.
-Czyli środek nocy ! Dobranoc. –przekręciłam się tyłem do Rachel, i mocnej nakryłam się kołdrą. Usłyszałam że Rachel wychodzi z mojego pokoju. Alleluja! Już prawie usypiałam na nowo, gdy wylądowało na mnie coś lodowatego.
-Kurwa ! Zimno !
-Nie klnij. Już przeszła ochota na spanie ? –spytała mnie Rachel, z niewinnym uśmiechem. Normalnie, cicha woda brzegi rwie…
-Tak. Już wstaje. –powiedziałam zła, i poszłam do garderoby wybrać ciuchy. Zdecydowałam się na dżinsową, przetartą spódniczkę, biały top, i białe conversy. Wzięłam jeszcze bieliznę, i srebrny naszyjnik z kolczykami do kompletu. Wykonałam poranne czynności, umalowałam się, lekko sfalowałam moje proste jak drut włosy. Do niewielkiej białej torebki, spakowałam najważniejsze rzeczy, i zeszłam na dół.
-Siadaj i jedz. Zaraz jedziemy do studia. –powiedziała Rachel z pełną buzią, wskazując na lekko przypieczone tosty. Wzięłam jednego i zaczęłam jeść. Wypiłam jeszcze szklankę soku, i wyszłam na zewnątrz. Było ciepło, i wiał przyjemny wietrzyk… Usiadłam na schodkach, i zaczęłam rozmyślać. Jak to będzie, czy ludziom spodoba się moja muzyka…
-Ziemia do Van! –Rachel zamachała mi przed oczami. –Ocknęłaś się ? –spytała
-Yy, tak. –powiedziałam i wsiadłam do samochodu. Rachel ostro ruszyła z podjazdu.
-Rachel, a jeśli się nie spodobam ?
-O czym ty mówisz ?
-Jeśli ludzie uznają że jest już wystarczająco dużo takich zwykłych gwiazdek, że nie mam talentu, że…
-Van! Masz wielki talent! Ludzie na pewno to dostrzegą.
-Boję się. Boję się że to się skończy, zanim się zacznie…
-Van, słuchaj. Ty musisz zostać gwiazdą, po prostu musisz. Skąd to zwątpienie w siebie ?
-Nie wiem. Jakoś mnie naszło…
-To niech cię nie nachodzi. Zobaczysz, ludzie cię pokochają. –powiedziała i resztę drogi przebyłyśmy w milczeniu, słuchając radia. Weszłyśmy do studia, a tam znowu tyle osób w tym pokoju. Rany, czy oni coś tu nagrywają w ogóle ? Nagle usłyszałam moje imię, wołane przez Justina… Obok niego stała jakaś brunetka. Podeszłam do nich.
-Cześć Van. –powiedział Justin, uśmiechając się.
-Hej. –odpowiedziałam.
-To jest Selena- moja dziewczyna, a to Vanessa- nasza nowa gwiazda. –powiedział Justin.
-Cześć. –Selena uśmiechnęła się do mnie. Wydawała się miła.
-Cześć. –również się uśmiechnęłam. – A ty, Bieber nie przesadzaj z tą gwiazdą, bo nawet nie wydałam pierwszego singla. –powiedziała, szczerząc się.
-Ale niedługo wydasz. –Justin pokazał mi język, i podszedł do Ushera, który go zawołał.
-A jak będzie się nazywała twoja płyta ? –spytała Selena
-‘Ja i ty’
-O czym będzie? –znów zapytała brunetka
-O miłości. Szczęśliwej i zranionej.
-Sama piszesz piosenki ?
-Tak. Mam nadzieje że na tą pierwszą płytę, uda mi się dać same moje piosenki.
-Też mam taką nadzieje. Te które płyną z serca, są najlepsze.
-Racja. –uśmiechnęłam się. –A ty co tu robisz ? Myślałam że nagrywasz w Los Angeles. –spytałam jej.
-Bo nagrywam tam. Wpadłam tutaj odwiedzić Justina. Rzadko się widujemy… Tęsknie za nim. –powiedziała smutno. Widać że naprawdę go kocha.
-Rozumiem. –pogadałyśmy jeszcze chwilę, i wymieniłyśmy się numerami. Potem poszłam nagrywać White Horse.
____
W studiu siedziałam do 16. Nagrałam cały singiel White Horse. Jutro tylko będą ostatnie poprawki. Jutro też poznam osoby z teledysku z którymi będę pracowała przez najbliższe dni. Teledysk będzie smutny, zero tancerzy. Tylko ja, i pewien chłopak. Gdy wychodziłam ze studia, ktoś na mnie wpadł.
-Oj, sorry. Nic ci nie jest ? –spytał... Justin.
-Nie, jest okej. –uśmiechnęłam się, i chciałam go minąć.
-Vanessa… -zaciął się
-Hmm ?
-Pojechałabyś gdzieś ze mną ? -spytał, patrząc mi w oczy. Cholera! Mam słabość do jego czekoladowych tęczówek. Więc chyba oczywiste co odpowiedziałam.
-Jasne. –uśmiechnęłam się
-Pokażę ci najpiękniejsze miejsce w Atlancie. –powiedział prowadząc mnie do swojego samochodu. W samochodzie dużo rozmawialiśmy. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Przypomniałam sobie o Rachel, więc napisałam jej szybko sms’a: ‘Jestem z Justinem. Nie martw się. Wrócę wieczorem.’. Zauważyłam że mijamy już centrum Atlanty. W końcu dojechaliśmy. Justin zaparkował na jakiejś polance pełnej kwiatów.
-Teraz musimy jeszcze kawałek przejść. –powiedział otwierając mi drzwi.
-Okej. –zgodziłam się. Szliśmy w milczeniu. Wcale nas to nie krępowało. Przeciwnie, stwierdziłam że… lubię z nim milczeć.
-To tutaj. -głos Justina wyrwał mnie z rozmyślań. Zobaczyłam piękne wielkie drzewo, którego gałęzie zwisały nad rzeką. To miejsce było… cudowne.
-Jest tutaj… tak magicznie.
-To samo pomyślałem, za pierwszym razem. -powiedział, i wspiął się na konar, podając mi rękę.
-Stąd widok jest jeszcze lepszy. -powiedział, puszczając mi oko. Podałam mu rękę. Rany… Ten widok… Rany. W milczeniu patrzyłam na taflę wody…
-Podoba ci się ? -spytał mnie Justin
-Jest cudownie. -uśmiechnęłam się. -Jak odkryłeś to miejsce ?
-Przypadkiem. Podczas pierwszych dni w Atlancie, zgubiłem się. I trafiłem tutaj. –powiedział. –Często tu przychodzę, rozmyślam i pisze piosenki.
-Ja zawsze pisałam piosenki na plaży, przy zachodzie słońca. –powiedziałam. Milczeliśmy oboje, wpatrując się w wodę. W końcu Justin zaczął rozmowę:
-O kim jest piosenka White Horse ? –spytał
-O… o moim byłym chłopaku. Napisałam wiele piosenek związanych z nim. Opowiadają o zranionej miłości.
-Musiał być totalnym palantem żeby cię ranić.
-Był nim. –przyznałam. Zaczęliśmy rozmawiać... Świetnie się czuje w jego towarzystwie. Z Justinem można pożartować, ale i można porozmawiać na poważne tematy. Jest naprawdę świetnym przyjacielem. Zerknęłam na zegarek w komórce, było już po 20.
-Justin… powinniśmy już wracać. –powiedziałam.
-Okej, chodź. -zeskoczył z konara, i podał mi rękę bym mogła zejść. W samochodzie puściliśmy radio i wygłupialiśmy się. Powiedziałam mu jak ma dojechać do mojego domu. Gdy już zaparkowaliśmy, Justin poprosił o mój numer. Dałam mu go, a on dał mi swój. Chciałam już wysiąść, ale Justin przytrzymał mnie i dał buziaka w policzek. Poczułam znajome mrowienie.
-Do jutra. –powiedział. Wysiadłam z auta, pomachałam mu, i weszłam do domu. Przywitałam się z Rachel, zjadłam sałatkę, którą zrobiła moja menedżerka, i poszłam się wykąpać. Postanowiłam zadzwonić do mamy, porozmawiałyśmy chwilę, dała mu do telefonu Alice. Jeny, jak ja tęsknie za moją małą siostrzyczką. Następnie zadzwoniłam do Megan.
-Cześć Meg.
-Hej. Co u ciebie ?
-Jest nieźle. Nagrałam dzisiaj piosenkę, jutro poznam osoby teledysku…
-O, fajnie! Będzie jakiś przystojniak ?- ona jak zwykle o tym samym…
-Nie wiem. Jakiś chłopak będzie, ale czy przystojniak…
-Na pewno przystojniak! Inaczej nie wzięli by go do teledysku.
-W sumie racja. Co robisz ?
-Gadam z tobą, i oglądam jakieś dziwną bajkę z moim bratem.
-Dziwną ?
-No… Jakieś króliki się obmacują. Rany, to nie powinna być bajka dla dzieci…
-Ha ha. Megan…
-No ?
-Tęsknię za Miami.
-Van… Robisz karierę ! Nie marudź, niedługo przyjedziesz tu na koncert. Lepiej opowiadaj jakie gwiazdy poznałaś.
- Ushera, Ciarę, Selenę Gomez, Biebera i….
-Stop, stop. Poznałaś Biebera ?!
-No tak. Pracujemy dla jednej wytwórni.
-Ale czad! Znasz chłopaka, w którym kocha się połowa dziewczyn ze szkoły.
-No.
-Jaki on jest ?
-Hmm. Jest normalnym nastolatkiem.
-Nie odbiła mu sodówka ?
-Nie.
-To jeszcze lepiej ! Spodobałaś mu się ?
-Meg ! On ma dziewczynę.
-Oj tam, dzisiaj ma, jutro może nie mieć. Więc ?
-Rany, nie wiem.
-Jak możesz nie wiedzieć czy mu się podobasz ?!
-A jak mam wiedzieć że mu się podobam ?!
-No… po prostu wiesz.
-Meg, on ma zadatki na przyjaciela.
-I tyle ?
-Tak.
-Van, to że jeden chłopak cię zranił, nie znaczy że każdy taki jest…
-Wiem! Nie musisz mi przypominać. Nie szukam miłości, okej ?
-Okej. Przepraszam.
-Nie ma sprawy. Musze kończyć, jestem wykończona…
-Rozumiem. Na razie Van…
-Pa. –rozłączyłam się. Odpaliłam laptopa, i buszowałam w sieci. Przeczytałam różne plotki, obejrzałam jakieś zdjęcia, teledyski. Dodałam wpis na twittera, i wyłączyłam laptopa. Wyszłam na balkon. Niebo było zapełnione gwiazdami. Wiał wiatr, liście szeleściły. Zaczęłam rozmyślać o jutrzejszym dniu… Zobaczyłam w telefonie, że jest już po 23. Skoro chcę się wyspać, powinnam się kłaść. Zamknęłam balkon, i poszłam do łóżka.
___
Rany, jakiś długi wyszedł. xd Ale nie chciałam przerywać. :) Dzięki za Wasze odwiedziny, miło by było zobaczyć komentarz, ale okej. Do następnej notki. :) Skoro są wakacje, pewnie będe je dodawać nawet codziennie. ;) Narazie mam tylko 2 rozdziały do przodu, ale jeszcze dzisiaj spróbuje napisać kolejne. ;) Narazie. Miłych wakacji.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Rozdział 2.
Wstałam koło 9.00. Wyjrzałam za okno-była piękna pogoda. Poszłam do garderoby, wybrałam krótkie białe spodenki, fioletową bokserkę, i fioletowe Supry, bieliznę, i jako dodatek okulary przeciwsłoneczne. W łazience ogarnęłam się, zrobiłam makijaż-taki jak zwykle- tusz, podkład, błyszczyk. Poszłam do kuchni, i zrobiłam kanapki. Gdy już kończyłam robić ostatnią, do kuchni weszła Rachel, ubrana w śliczną czerwoną sukienkę i czarne dodatki.
-Oo, zrobiłaś śniadanie? -spytała.
-No. Ale tylko kanapki. W kuchni nie jestem za dobra.
-Spoko, ja też nie za bardzo umiem gotować.
Zjadłyśmy kanapki, Rachel włożyła naczynia do zmywarki, i poszła do samochodu. Ja wzięłam białą torbę na ramię, spakowałam kilka rzeczy, i dołączyłam do Rachel. Do studia dojechałyśmy w niecałe pół godziny. Jest ogromne. Rachel zaparkowała, i weszłyśmy. W środku też jest nieźle. Typowe studio. Chyba. Nie byłam nigdy w studiu. Ale jest okej. Rachel zaprowadziła mnie do windy, i dojechałyśmy na 10 piętro. Wyszłyśmy i Rachel skierowała się do szklanych drzwi. Poszłam za nią. W środku było dużo foteli, a siedzieli tam… O kurwa. Usher, Justin Bieber, Ludacris, Kayne West, Ciara… I jeszcze kilka osób, których nie znam.
-To o niej nam mówiłaś?- spytał Usher
Głosy ucichły i wszyscy na mnie spojrzeli.
-Tak. To jest Vanessa.- odpowiedziała Rachel. Yy, że co !? Ona o mnie mówiła? No tak, przecież będziemy pracować w jednym studiu. Cholera, cholera, cholera!
-Faktycznie śliczna. –powiedział. -Cześć. Jestem Usher. -zwrócił się do mnie.
-Hej. Vanessa.-przedstawiłam się i podałam mu olewająco rękę. Wszyscy do mnie podeszli i zaczęli się przedstawiać. Rany, przecież wiem kim oni są. A ja chce tylko wejść do tego studia i sprawdzić jak to jest…
-Hej. Jestem Justin.-powiedział sam Bieber. O boże, jakie on ma zajebiście czekoladowe oczy… Takie głębokie, takie piękne, takie… Yy, stop, trzeba mu odpowiedzieć.
-Tak wiem. Vanessa.
-Skąd jesteś? -spytał, przyglądając mi się.
-Z Florydy. Miami.-odpowiedziałam.
-Byłem w Miami. Tam jest naprawdę fajnie. Pewnie ciężko było ci się rozstać z tym wszystkim.
-Przyzwyczaiłam się do mieszkania tam. Codzienne wypady na plaże, i tak dalej. I musiałam się rozstać z bliskimi mi osobami.
-Wiem co czujesz. Też musiałem się wyprowadzić, z mojego rodzinnego miasta.
-Ale dałeś radę. -stwierdziłam
-Pierwsze tygodnie są najgorsze, potem jest okej. Zobaczysz.
-Mam nadzieje.-uśmiechnęłam się.
-To jaką pierwszą piosenkę nagrywasz ?-spytał mnie Kayne West.
-White Horse.
-Sama ją napisałaś? –spytał Bieber
-Tak. Miałam wtedy 16 lat, i naszła mnie wena.
-Zaśpiewasz kawałek? –ponownie spytał Bieber
-Yy, jasne.-odpowiedziałam. Zamknęłam oczy i zaśpiewałam :
*Say you're sorry, that face of an angel
Comes out just when you need it to
As I paced back and forth all this time
Cause I honestly believed in you
Holding on the days drag on
Stupid girl, I should've known
I should've known
I'm not a princess, this ain't a fairytale
I'm not the one you'll sweep off her feet
Lead her up the stairwell
This ain't Hollywood, this is a small town
I was a dreamer before you went and let me down
Now it's too late for you and your white horse
To come around*
Przestałam śpiewać. Nikt się nie odzywał.
-Yy, coś nie tak?- spytałam.
-To… to było świetne.-powiedział Usher.
-Masz świetny głos. -stwierdziła Ciara.
-I piszesz ekstra teksty. –powiedział Ludacris.
-Dzięki. –uśmiechnęłam się. –A ty co sądzisz? –spytałam Justina.
-Śpiewasz sercem. To było cudowne. –powiedział.
-O to mi chodzi. Jak śpiewam chcę być tylko sobą.
-Jesteś artystką, Van.-powiedział i uśmiechnął się. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Z powodu jego pochwał, czy jego uśmiechu ? Jest naprawdę fajnym chłopakiem. Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. Posiedziałam w studiu jeszcze dwie godziny. Gadałam głównie z Justinem, byłam w studiu- i miałam próbę nagrywania. Było naprawdę fajnie. Wszyscy są mili, i sodówka im nie odbiła… Rachel stwierdziła że powinnyśmy wracać. Pożegnałam się ze wszystkimi, Pojechałyśmy do domu. Pogadałam z Megan na skype, zadzwoniłam do mamy. Postanowiłam się odezwać do Nicka. On nadal nie wie że tu jestem. Zadzwoniłam do niego.
-Cześć.-powiedziałam
-Hej Van! Co u ciebie ?
-Wszystko ok. Nawet bardziej niż ok.
-A co się takiego wydarzyło ?
-Hmm, to nie jest rozmowa na telefon. Spotkajmy się.
-Van. Nie przylecę teraz do Miami.
-Ale możemy się spotkać w Atlancie.
-Że co ?!
-Jestem teraz w Atlancie.
-Van, co ty pierdolisz ?!
-JESTEM W ATLANCIE.-krzyknęłam
-Ale… jak ?!
- Opowiem ci jak się spotkamy, ok. ?
-Ale kiedy ?
-Za godzinę u ciebie będę.
-Dobra…
-Do zobaczenia. –rozłączyłam się. Pobiegłam do garderoby, wybrałam ciemną miniówkę i czerwony top bez ramiączek, i czarne szpilki. W łazience poprawiłam makijaż, i poszłam do gabinetu Rachel.
-Uu, idziesz na randkę? –spytała
-Nie, idę do Nicka.
-Tego o którym opowiadałaś ?
-Tak. Co robisz ?
-Układam ci grafik.
-Yy…
-Rozkład zajęć na najbliższe dni. Spędzisz je w studiu, będziesz nagrywać. Zaraz po nagraniu jednego singla, będziemy nagrywać do niego teledysk Później pomyślimy o duecie.
-Aha. Spoko. Mogę wziąć twój samochód ?
-Przecież masz swój.
-Co ?!
-Yhh, zaglądałaś do garażu ?
-Nie…
-To zajrzyj, wiszą tam też kluczyki.
-Wow, dzięki!. –powiedziałam i pobiegłam do garażu. Weszłam, a tam… nowy, biały cabriolet audi !!! Rany. Zawsze chciałam taki samochód. Kluczyki wisiały na jakimś haku. Pobiegłam szybko do pokoju, po czarną kopertówkę, i wrzuciłam do niej prawo jazdy, kasę, komórkę, i gumy. Zeszłam do garażu i odpaliłam to cudo. Jechałam w stronę domu Nicka. Zgubiłam się dwa razy. Jakoś dotarłam. Podjechałam po jego willę, która jest mniejsza od mojej, ale bardzo przytulna. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Nick.
-Van! -krzyknął i rzucił się na mnie. Wylądowałam na chodniku, a on mnie przygniatał.
-Też się cieszę że cię widzę. Ale z łaski swojej ZŁAŹ ZE MNIE. –wrzasnęłam.
-Sorry, ale tak dawno cię nie widziałem… -zszedł ze mnie, i pomógł mi wstać.
-Dobra, nieważne. Idziemy do ciebie ?
-Tak. Wchodź. –otworzył przede mną drzwi.
Weszłam, przywitałam się z jego mamą, i poszłam do jego pokoju. Po chwili przyszedł Nick, z dwoma szklankami picia i paczką żelków.
-Widzę że pamiętasz drogę do pokoju-puścił mi oczko.
-No a jak.-uśmiechnęłam się.
Pogadaliśmy. Opowiedziałam mu całą historię z wytwórnią.
-Czyli zostaniesz sławna?
-Miejmy nadzieje.
-Fajnie. Twoje marzenie się spełnia.
-No. Ale ciężko było mi się rozstać z Miami, rodziną, Megan.
-Przykro mi. Ale coś za coś. Zawsze chciałaś śpiewać.
-Wiem… I udało mi się. –uśmiechnęłam się. Gadaliśmy jeszcze dobrą godzinę.
-Idziemy się przejść? -spytał
-Okej. –powiedziałam. Wyszliśmy…
-Jak ci się podoba Atlanta ?-spytał
-Jest piękna. Teraz ci się nie dziwię, że tak się nią zachwycasz.
-Prawda. Atlanta jest wyjątkowa. –uśmiechnął się.
-Idziemy na lody? -spytałam, wskazując lodziarnię.
-Jasne.-ucieszył się jak małe dziecko. Ja wzięłam gałkę truskawkową i waniliową, a Nick czekoladową i pistacjową.
-Będziesz chodziła do normalnej szkoły? - pyta się Nick
-Nie. Rachel załatwi mi prywatnego nauczyciela.
-Nie chciałabyś chociaż częściowo być jak typowa nastolatka?
-Jestem i będę typową nastolatką. Po prostu Rachel twierdzi, że dużo bym opuszczała chodząc do szkoły. A prywatny nauczyciel jeździ ze mną w trasy...
-W sumie racja.-stwierdził Nick. Pogadaliśmy i połaziliśmy jeszcze godzinę. Doszliśmy pod willę Nicka.
-Będę już spadać. –powiedziałam.
-Okej. Spotkamy się jutro ??-spytał z nadzieją.
-Nie wiem. Jutro będę nagrywać, ale jak będę miała czas to zadzwonię. –powiedziała, i przytuliłam przyjaciela
-Pa śliczna. –powiedział.
-Cześć. -uśmiechnęłam się i wsiadłam do samochodu.
niedziela, 19 czerwca 2011
Rozdział 1.
Wstałam koło 5.00 rano. O 7.00 miałam samolot do Atlanty. Wstałam szybko z łóżka, rozglądając się po pokoju. Fioletowe ściany, białe meble, dużo poduszek na łóżku, wielka szafa, i lustro na pół ściany. Strasznie będzie mi go brakować. Wzięłam z szafy czarne rurki, ciemno-niebieski t-shirt, i bieliznę. W łazience umyłam się i ubrałam. Wykonałam lekki makijaż- tusz do rzęs, podkład, i malinowy błyszczyk. Zeszłam do kuchni, tam była już mama robiąca śniadanie.
-Cześć skarbie. Wyspałaś się ? –spytała uśmiechając się.
-Hej mamo. A czy ja kiedykolwiek się wyspałam? -uśmiechnęłam się do niej, i wzięłam jednego naleśnika na talerz.
-Gdzie Andrew? –spytałam, przecież mój ojczym obiecał pojechać z nami na lotnisko.
-W pracy, pilne wezwanie. Kazał cię ucałować. –powiedziała mama. Dojadłam naleśnika, gdy przyszła moja 4-letnia przyrodnia siostra Alice i rzuciła się na mnie, i zaczęła przytulać.
-Hej ślicznotko-powiedziałam, biorąc ją na kolana.
-Hej. Musis tam lecieć ?-spytała mnie lekko sepleniąc.
-Chcę spełnić swoje marzenia. Tutaj to będzie niemożliwe.-wytłumaczyłam jej.
-Vanessa, zbieraj się. Jeśli chcesz zdążyć na samolot, musimy już wyjść.-powiedziała mama, i wzięła Alice, żeby pomóc jej założyć buty. Wstałam, założyłam moje conversy, wzięłam spakowane wcześniej walizki, torebkę, i wyszłam. Spojrzałam ostatni raz na dom. Mój dom. Teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo lubię to miejsce. Przy samochodzie stała Megan. Uśmiechnęła się do mnie smutno, i dała mi buziaka w policzek na przywitanie. Wsiadłyśmy wszystkie do samochodu. Przez całą drogę rozmawiałam z Megan. Wspominałyśmy nasze wygłupy. Po jakimś czasie dojechałyśmy na lotnisko. Mama wzięła moją walizkę, i poszłyśmy do celnika. Ten prześwietlił mi bagaże, i pokazał gdzie iść. Dalej już musiałam iść sama.
-Skarbie, powodzenia. Dasz sobie rade, jestem pewna. Kocham cię.-powiedziała mama i przytuliła mnie. Potem wzięłam Alice na ręce i przytuliłam ją.
-Kosiam się. –powiedziała i dała mi buziaka. Łzy zaczęły mi się kręcić w oku. Na końcu podeszła Megan.
-Van, pamiętaj że ja zawsze jestem z tobą. Że zawsze będziesz moją przyjaciółką. Jestem pewna że zostaniesz wielką gwiazdą, będziesz miała mnóstwo fanów, i że spotkasz swoją miłość. Tak jak zawsze chciałaś. Kocham cię.-łzy zaczęły jej lecieć.
-Niedługo mnie odwiedzisz. Będę dzwoniła codziennie. Obiecuję, Meg. –powiedziałam i przytuliłam ją. Odczepiłam się od niej i przeszłam przez bramkę. Spojrzałam na moje najbliższe osoby. Pomachałam im, i poszłam dalej. Łzy leciały mi ciurkiem. Wsiadłam do samolotu, zajęłam miejsce przy oknie. Po chwili cały samolot był zapełniony. Usłyszałam głos stewardessy:
-Prosimy zapiąć pasy, podchodzimy do startu. -Zapięłam je i włączyłam i-poda. Słuchałam wszystkiego po kolei. W końcu usnęłam. Gdy się obudziłam, widziałam za oknem piękny krajobraz Atlanty. Stewardessa kazała znów zapiąć pasy. Wylądowaliśmy. Wzięłam moją walizkę, torbę i wyszłam na lotnisko. Miała na mnie czekać Rachel.
-Cześć.-zobaczyłam ładną blondynkę.- Jestem Rachel Smith.-uśmiechnęła się.-Na żywo jesteś jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach.
-Yy, hej. Dzięki.-uśmiechnęłam się do niej.
-Jak lot?- spytała, prowadząc mnie na zewnątrz.
-Nieźle, większość przespałam.
-Okej, teraz jedziemy do naszego nowego domu, a potem może jakieś zakupy? Musisz wiedzieć że uwielbiam ciuchy, i to na nie wydaje najwięcej kasy. A ty, skoro zaczynasz karierę, musisz być świetnie ubrana.-powiedziała, otwierając wielkiego land rovera.
-Jasne, zakupy to moje drugie imię. Ile jest tutaj centr handlowych ? –spytałam, wsiadając.
-Cała masa. Na pewno znajdziesz coś dla siebie.-odpowiedziała. Rachel włączyła radio na full, i ruszyłyśmy. Atlanta jest piękna. Wysokie budynki, parki, zawsze coś się dzieje. Na Florydzie jest więcej spokoju. Ale podoba mi się ten zgiełk tutaj. Podjechałyśmy pod wielką willę.
-Tutaj mamy mieszkać? –spytałam.
-No. A nie podoba ci się?
-Nie… Jest świetnie. –powiedziałam widząc basen.
-To chodźmy do środka. Tam jest jeszcze lepiej.-powiedziała otwierając drzwi.
Rany… Bardzo nowocześnie umeblowany dom. Dużo młodzieżowych akcentów. Podoba mi się. Rachel oprowadziła mnie po domu. Zobaczyłam średniej wielkości kuchnię, przytulną jadalnię, nowoczesny, wielki salon, 3 łazienki, sypialnię Rachel, jakiś pokój rozrywki, gabinet Rachel, dwa wolne pokoje, mój własny pokój muzyczny (!), gdzie było kilka gitar, mikrofon, fortepian, perkusja, głośniki… Prawdę mówiąc mogłabym tu nagrywać piosenki. Potem doszłyśmy do mojego pokoju. Fioletowe ściany, śliczne jasno-różowe dodatki, dwu-osobowe łóżko z fioletową narzutą, biurko z laptopem, dużo poduch, fajne nowoczesne fotele, półka z książkami, plazma, i mała miękka kanapa.
-Garderobę masz tutaj. –wskazała mi drzwi.-Odśwież się i za godzinę na dole, ok. ?-spytała.
-Jasne. I dzięki. Jest naprawdę idealnie.-powiedziałam
-Nie ma sprawy, Van.-uśmiechnęła się i poszła.
Wzięłam krótką błękitną sukienkę, i białe balerinki, i naszyjnik, który dostałam kiedyś od Megan. Wzięłam w łazience prysznic, i ubrałam się, zrobiłam na nowo makijaż. Szybko się rozpakowałam. Moje ciuchy zajęły zaledwie ¼ miejsca w garderobie. Musze uzupełnić braki ciuchów. Wzięłam małą torbę, i spakowałam telefon, portfel, chusteczki i gumy. Zeszłam na dół, Rachel już na mnie czekała.
-Gotowa na zakupy? -spytała.
-Tak. Musze kupić dużo ciuchów. Moja garderoba jest pusta.
-Ok.-powiedziała.
Siedząc w samochodzie, gadałyśmy. Ja powiedziałam o sobie, Rachel o sobie. Moja menedżerka jest fajną dziewczyną, zachowuje się jakby była w moim wieku. Dojechałyśmy do centrum. Jest na serio wielkie. Masa markowych sklepów. Podoba mi się. Zajrzałyśmy do paru sklepów, i nic. Wreszcie zauważyłam Crropa- mój ulubiony sklep. Zaciągnęłam do niego Rachel. Kupiłam masę krótkich spodenek, kilka topów, i bluzę. A Rachel kupiła dwie sukienki. Zapłaciłyśmy i znowu poszłyśmy szaleć. Po kilku godzinach, byłyśmy obładowane. Nawet nie chce myśleć ile wydałyśmy. Poszłyśmy do Mc’donalda. Powiedziałam Rachel żeby mi kupiła sałatkę i szejka waniliowego, i poszłam szukać wolnego stolika. Usiadłam, i czekałam na Rachel. Jakiś koleś starał się mnie poderwać, ale olałam go, nie szukam miłości. W sumie miałam tylko 3 chłopaków. Jeden z nich cholernie mnie zranił, a ja… kochałam go. Po nim nie miałam żadnego chłopaka. Nieważne, teraz chcę się skupić na karierze. Wreszcie Rachel przyszła i zaczęłyśmy jeść i rozmawiać. Po jakiejś niecałej godzinie, wyszłyśmy z centrum. Dojechałyśmy do willi. Był już wieczór, koło 19. Wypakowałam moje nowe ciuchy, i poszłam się wykąpać, przez godzinę relaksowałam się w wannie. Przebrałam się w moją fioletową piżamę, i poszłam do Rachel, która siedziała w salonie.
-Vanessa, słuchaj. Jutro rano pojedziemy do studia, poznasz różne gwiazdy, zwiedzisz studio, zrobimy pierwsze próby. Ok.?- spytała.
-Jasne. A kiedy zaczniemy nagrywać na płytę?
-Hmm. Pomyślałam że zaczniemy pojutrze. Na razie tylko pierwszy singiel... Ok.?
-Może być.-odpowiedziałam. Pogadałyśmy jeszcze chwilę, i poszłam zadzwonić do mamy.
-Cześć mamo.
-Witaj skarbie. Jak tam?
-Świetnie. Mieszkam w wielkiej willi, byłam na zakupach, a jutro jedziemy do studia! A Rachel jest bardzo miła.
-To się cieszę. –pogadałyśmy jeszcze kilka minut. Rozłączyłam się i wybrałam numer do Megan.
-Van ?
-Tak to ja.
-No, wreszcie dzwonisz. Myślałam że się nie doczekam.
-Sorry, ale dużo wrażeń.
-No właśnie. Opowiadaj.
Streściłam jej dzisiejszy dzień. I gadałyśmy ponad godzinę. W końcu się pożegnałyśmy, a ja włączyłam i-poda i położyłam się w łóżku. To był świetny dzień… -myślałam, zasypiając.
____
Uff. Pisałam go cały dzień. ;P Wiem, że nudny ale takie są początki. Później się rozkręci. Mam nadzieję. Proszę Was o komentarze ! Bo chcę wiedzieć czy ktoś to czyta. Bo jeśli nie, to nie będe go pisała. To opowiadania jest tylko i wyłącznie wytworem mojej wyobraźni. W Wordzie ten rozdział zajął mi sześć stron. ;P No, nieważne, do następnej notki. ;**
sobota, 18 czerwca 2011
Bohaterowie.
Vanessa Brown- 17- letnia dziewczyna. Początkująca piosenkarka. Muzyka to jej życie. Lubi grać na gitarze, i spotykać się z przyjaciółmi. Jest pewna siebie, czasami bywa wredna. Ale zazwyczaj jest miłą dziewczyną. Ma ciemną karnację, długie czarne włosy i błękitne oczy.
Justin Bieber- 17- letni chłopak. Popularny na całym świecie piosenkarz. Pomimo wielkiej sławy, został normalnym nastolatkiem. Lubi śpiewać, tańczyć i jeździć na desce. Jest sympatycznym chłopakiem, ma świetne poczucie humoru. Szatyn o brązowych oczach.
Megan Waston- 17-letnia dziewczyna. Przyjaciółka Vanessy. Zawsze stoi murem za przyjaciółką. Lubi grać na fortepianie, chodzić na zakupy i grać w siatkówkę. Ma krótkie brązowe włosy, i zielone oczy.
Nick Wilde- 18- letni chłopak. Przyjaźni się z Vanessą. Lubi grać w kosza, chodzić na imprezy i podrywać dziewczyny. Jest blondynem o niebieskich oczach.
Rachel Smith - 25- letnia dziewczyna. Jest menedżerką Vanessy. Ma świetny kontakt z dziewczyną. Lubi jeździć konno i chodzić na imprezy. Jest piękną blondynką o brązowych oczach.
Pojawią się również:
- Selena Gomez- dziewczyna Justina, zaprzyjaźni się Vanessą. Ma 18 lat.
- Oliver Black- kolega Justina. Pracuje w studiu muzycznym. Ma 19 lat.
- Jessica Parker- nowa koleżanka Van. Początkujaca tancerka, występuje w teledyskach. Ma 17 lat.
- Pattie Mallette- mama Justina. Ma świetny kontakt z synem. 36 lat
Prolog.
Prolog.
Moje marzenie się spełnia. Dostałam wielką szansę. Będę mogła robić to co kocham… Będę śpiewać. Nie ukończyłam żadnej szkoły muzycznej, nie wygrałam żadnych konkursów wokalnych. Po prostu wysłałam swoje demo do wytwórni płytowej Island. Tam jakimś cudem moje piosenki usłyszał producent. I zadzwonił do mnie z propozycją kontraktu. Byłam zachwycona. Moja mama zgodziła się, wiedziała jakie ważne jest dla mnie śpiewanie. Zgodziła się na moją wyprowadzkę do Atlanty. Ona razem z moją przyrodnią młodszą siostrą-Alice, i ojczymem zostaje na Florydzie-tam gdzie mieszkałam. Ja mam zamieszkać z moją menedżerką-Rachel. Podobno ona już wszystko ustaliła, załatwiła prawo do opieki nade mną. Kupiła willę- nie wiem po co, skoro będziemy tam tylko dwie. I od naszego domu, jest jakieś pół godziny jazdy do studia. Nadal nie mogę uwierzyć w to że mam szanse zostać gwiazdą. Od dziecka kochałam śpiewać. Zawsze jak ktoś pytał kim chcę zostać, odpowiadałam że piosenkarką. Wprawdzie, nie wierzyłam że mi się uda. A jednak, marzenia się spełniają. W Atlancie, mieszka również mój bliski przyjaciel-Nick. Poznaliśmy się w wakacje, pięć lat temu. Od tego czasu stale do siebie dzwonimy, gadamy na skype, odwiedzamy się. Został moim przyjacielem, i cieszę się że będę go miała obok. Jednak na Florydzie musze zostawić moją najlepszą przyjaciółkę- Megan. Przyjaźnimy się od przedszkola. Zawsze byłyśmy nierozłączne. Teraz ma się to zmienić. Czeka mnie zupełnie nowe życie…
Subskrybuj:
Posty (Atom)